Marian Kasprzyk

ur. 1939 w Kołomani

Waleczny pięściarz to niezwykła postać, nawet na tle herosów boksu z lat 60. W dramatycznych okolicznościach zdobywał olimpijskie medale, ale nigdy nie sięgnął po mistrzostwo Polski (był „tylko” wicemistrzem). Dożywotnio zdyskwalifikowany, wrócił na ring, by wygrać olimpijskie złoto. Nic dziwnego, że o jego życiu nakręcono film.

Niepozorny (169 cm wzrostu, 69 kg wagi), leworęczny bokser zaczynał w drugiej połowie lat 50. w rodzinnych Ziębicach – w Sparcie, a potem w Nysie Kłodzko. Olśnił wszystkich, kiedy jako 19-latek podczas towarzyskich zawodów znokautował utytułowanego kolegę z NRD. Trafił wtedy od razu do pierwszoligowego klubu BBTS Bielsko-Biała, gdzie trenowały takie gwiazdy, jak Zbigniew Pietrzykowski. W pierwszym pojedynku, do którego został wystawiony, Kasprzyk nie miał kompleksów: pokonał Henryka Niedźwiedzkiego, brązowego medalistę olimpijskiego z 1956 r. I tak został członkiem kadry narodowej, pełnej mistrzów tej dyscypliny.

W 1960 r. na igrzyskach olimpijskich w Rzymie legendarny trener Feliks „Papa” Stamm wystawił Kasprzyka do walk w wadze lekkopółśredniej. Nie zawiódł się: pięściarz szedł jak burza. Pierwszy pojedynek wygrał przez nokaut, drugi 5:0, w ćwierćfinale pokonał Władimira Jengibariana (ZSRR), mistrza olimpijskiego z 1956 r. Droga do złota stała otworem, ale Polak miał pecha – pod koniec ostatniej rundy ćwierćfinału przeciwnik uderzył go nad okiem. Opuchlizna była tak duża, że zgodnie z decyzją lekarzy Kasprzyk nie mógł walczyć o złoto. Na otarcie łez został mu brązowy medal. Rok później zdobył też brązowy krążek na ME w Belgradzie (waga lekkopółśrednia).

Wszystko szło dobrze do 1961 r., kiedy to wracający z zabawy sportowiec wdał się w bójkę z milicjantem w cywilu (ponoć to on zaczął). Pięściarz wylądował na komisariacie, a po rozprawie w sądzie dostał karę więzienia. Najgorsze jednak, że związek bokserski postanowił dożywotnio go zawiesić za dawanie złego przykładu. Za Kasprzykiem wstawili się wielcy polskiego boksu, m.in. Stamm; ostatecznie dyskwalifikację zniesiono w 1964 r. „Papa” nie postawił na nim krzyżyka: trener wiedział, że bokser ma ogromny potencjał. A i on sam w ciągu 3 lat zawieszenia zawzięcie trenował. Tuż przed igrzyskami olimpijskimi w Tokio w 1964 r., mimo obowiązującej jeszcze dyskwalifikacji, Stamm zorganizował walki Kasprzyka z Leszkiem Drogoszem, ówczesnym kandydatem do wyjazdu olimpijskiego. Kasprzyk okazał się lepszy. Drogosz, honorowy sportowiec, podobno sam potem poprosił Stamma, by to jego przeciwnik pojechał do Tokio (kilka lat później właśnie tę historię opowie Julian Dziedzina w filmie "Bokser", z Danielem Olbrychskim w roli głównej).

Na olimpiadę do Japonii pięściarz pojechał w ekipie z tuzami boksu: Kulejem, Pietrzykowskim. Nie zmarnował danej mu szansy – zdobył złoto w wadze półśredniej. I to w jakim stylu! W finale walczył z Litwinem Ričardasem Tamulisem, kilkukrotnym mistrzem Europy. Było dramatycznie: po zadaniu przeciwnikowi prawego sierpowego Polak złamał sobie kciuk. Nie zaprzestał jednak walki i używał głównie lewej ręki. Mimo bólu i pytań trenera wytrzymał do końca pojedynku i wygrał. Tym samym odpłacił się z nawiązką i podziękował tym, którzy na niego postawili.

Cztery lata później pięściarz pojechał na olimpiadę do Meksyku, ale odpadł po pierwszej walce. W latach 70. boksował jeszcze w Górniku Wesoła i Górniku Pszów.

Bilans jego walk jest znakomity: stoczył ich 270, 232 wygrał, 10 zremisował, przegrał jedynie 28.

Po zakończeniu kariery zawodniczej Kasprzyk był trenerem, m.in. Górnika Knurów oraz Górnika Pszów.


Ministerstwo

Projekt współfinansowany ze środków Ministerstwa Sportu i Turystyki

Instytut Łukasiewicza

Realizator